niedziela, 23 grudnia 2012

1 rozdział Wspomnienia

Wciąż słyszę burze, pioruny, szyderczy śmiech. Śmiech nienawiści. Widzę kobietę w czerni z kosą w ręku, o czerwonych źrenicach. Mam wrażenie że gdy tylko spojrzę jej prosto w oczy, po prostu spłonę. Śmierć. Ale czy tak ona wygląda? Nie wiem, osobiście jeszcze nie umarłam ale to po prostu kwestia czasu. Teraz siedzę na niewygodnym, drewnianym, połamanym łóżku i opisuje moją historię. 30 stycznia skończyłam 10 lat. Stałam się prawowitą obywatelką tego domu... którego tak nienawidzę. Nienawidzę mojej przyrodniej rodziny. 'Matki' Evy - wysokiej brunetki o szarych oczach i obfitych kształtach. 'Ojca' Toma - niskiego, otyłego mężczyzny o długich siwych włosach i stalowych wrednych oczach. 'Siostry' Petunii - niskiej blondynki o czarnych oczach. 'Brata' Adama - niskiego, otyłego chłopca o czarnych włosach i stalowych oczach. Nienawidzę mojego pokoju - składziku na narzędzia ogrodowe. Nienawidzę mojego miejsca na tym świecie. Bo kto by chciał być piegowatą wiewiórą która psuje wszystko czego tylko dotknie? Ja na pewno nie. W marzeniach jestem księżniczką w wielkim zamku, z długimi blond włosami wpiętymi w warkocz i intensywnie niebieskimi oczami. Bez piegów, rudych włosów i brzydkich bladych zielonych oczu. Odkąd pamiętam robię za służącą. Gotuje, piorę, prasuje, sprzątam, naprawiam, zabijam pająki i muchy których panicznie boją się domownicy. Oprócz mnie rzecz jasna! Mimo moje okropnej nieśmiałości, jestem nawet odważna. Ba! Najbardziej odważna z całego tego domu wariatów w którym utknęłam. Wiem że to nie jest moja prawdziwa rodzina. Moi rodzice zginęli w nie wyjaśnionej do tej pory sytuacji. Gdy byłam mała myślałam jak mogło by wyglądać moje życie gdybym nie została sierotą. Gdyby moi rodzice nie zostali zamordowani bez powodu i ich ciał nie trzeba by było teraz szukać. Od ich śmierci minęło 10 lat i 4 miesiące. Nie żyją, ich ciała pozostały nie odnalezione. Ja utknęłam w szponach osób chorych psychicznie. Wiem, że nie powinnam się tak o nich wyrażać, nawet na kartce papieru ale nie mogłam się powstrzymać. Ja ich szczerze nie nawidzę! Nie nawidzę ich wyglądu, sposoby poruszania się, głosu, intonacji w której wydają mi rozkazy! Moja siostra ma przyjaciółki z którymi urządza herbatki. Mnie kiedyś na nią zaprosiła. Oh, ale ja byłam wtedy szczęśliwa! Bo to był zaszczyt dla 5 latki z wielką wyobraźnią. Ubrałam się pięknie i poszłam dumna jak paw do pokoju z białymi drzwiami i różową tabliczką w kształcie motyla w centrum. Zapukałam dwa razy, otworzyła mi je jedna z przyjaciółek Petunii, Evelina. Weszłam stąpając cicho stopami po podłodze. Nagle BUM. Wylała się na mnie fioletowa farba. Spojrzałam w górę to co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Na linie wisiał pojemnik z farbą! Prosto nademną! Rozpłakałam się. Ale nie był to koniec. Petunia, Evelina i Selen związały mnie grubym, wytrzymałym, jak ze stali sznurem. Następnie rozebrały do nagości i wysmarowały białą farbą pomieszaną z klejem, oblepiły mnie ptasimi piórami z krwią! Włosy podcięły tempymi nożyczkami aż do skóry by następnie przykleić do mojej głowy póra. Po tych czynnościach wyrzuciły mnie z pokoju. Rozpłakała się jeszcze bardziej. Po pierwsze wciąż byłam związana, po drugir byłam prawie łysa, byłam naga, cała brudna i do tego sznur mi się wżynał wszędzie gdzie tylko dotykał. Czułam się poniżona.
Od tamtej pory wołają na mnie ptaszysko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz